Nowe Kramsko i okolice
  Kramskie wesele
 
.
      Dawne wesele nowokramskie w swojej książce z 1960 roku opisuje Wiesław Sauter. Książka nosi tytuł: Z walk o wolność Babimojszczyzny" i jest wspaniałym źródłem wiadomości o historii tych ziem. Jeden z roddziałów tej publikacji podporządkowany jest właśnie temu tematowi.
      Jak dochodziło do ożenku w dawnych czasach (w okresie międzywojennym)? Młodzi nie chodzili ze sobą zbyt długo, nieraz tylko trzy dni. Zmówiny następowały raczej między rodzicami, młodzi nieraz nawet nie zdążyli się poznać. Uroczyste zaręczyny nazywano "ślubinami", uczestniczyły w nich rodziny kojarzonej pary i wybrani nieliczni koledzy i koleżanki młodych.
      W niedzielę po zapowiedziach młodzi zapraszali gości na wesele. Nie wypadało odmówić, ponieważ oznaczałoby to nieszczęście. Według prastarych tradycji wszyscy we wsi uważali sobie za obowiązek pomóc w wyprawieniu wesela. Na tydzień przed ślubem zaczynały napływać do domu weselnego dary w naturze: masło, jaja, kury, gęsi, mąka, słowem wszystko, co może przydać się do sporządzenia biesiady weselnej.
Trzy dni przed uroczystością w domu weselnym piekło się kołacz (ciasto z kruszonką), który dawniej rozsyłano do wszystkich domów we wsi, a później tylko do tych rodzin, które ze względu na brak miejsca nie były zaproszone, a którym chciało się wyrazić za pomoc i uhonorować.


Kramskie wesele, wspólna fotografia

      Dziewiczy wieczór w dzień przed ślubem dawał okazję do złożenia przez zaproszonych weselników prezentów dla młodej pary. Panna młoda gościła przede wszystkim swoje przyjaciółki. Wieczorem mieszkańcy całej wsi znosili w tym czasie stare garnki, butelki i zbędne naczynia, które tłuczono przed progiem domu "na szczęście" młodym. Przychodzących trzeba było poczęstować wódką i kołaczem. Zwyczaj ten przetrwał do dziś i każde wesele w Nowym Kramsku musi być poprzedzone przez pulter.
      W dniu uroczystości weselnicy gromadzili się przed domem panny młodej, a na końcu przyjeżdżał pan młody. Pod kierunkiem pierwszego drużby weselnicy wchodzili do wnętrza domu, gdzie następowała wierszowana oracja pierwszego drużby do zgromadzonych. 
      Wiesław Sauter w 1957 r. dotarł do Jana Cichego z magnetofonem i nagrał unikalną dziś mowę weselną.  Samo nagranie możemy dziś uznać za prawdziwą perełkę i unikat. Tym bardziej, że tej oracji wówczas już nikt nie pamiętał w całości, a pięć dni po dokonania nagrania Jan Cichy już nie żył.

Poniżej nagranie przemówienia starosty weselnego Jana Cichego z 13 grudnia 1957 roku.

         


      Błogosławieństwo rodziców kończyło tę część uroczystości. Wszyscy wychodzili przed dom i przygotowywali się do wyjazdu do kościoła, a w tym czasie druhny śpiewały pieśń: "Przed dom przyjechali". Pieśń rozpoczynała się następująco:
Przed dom przyjechali;
Siadać mi kazali,
Do kościoła ślubować,
A ja jeszcze muszę,
A ja jeszcze muszę,
Rodzicom podziękować...
 
     Poniżej pieśń "Przed dom przyjechali" w wykonaniu Gertrudy Stacheckiej z Nowego Kramska
 



      Gdy orszak weselny był gotów, pierwszy drużba obchodził go trzy razy, za każdym obejściem żegnając go znakiem krzyża i następował wyjazd do kościoła. Dawniej, choćby było najbliżej kościoła, jechano końmi. W kościele do ołtarza prowadził pannę młodą pierwszy drużba i dopiero tam oddawał ją panu młodemu.
     W drodze powrotnej młoda para musiała wykupywać mieszkańcom wsi zagradzającym im drogę ręcznikami lub kolorowymi wstęgami. W połowie drogi oczekiwała ich kapela z kozłem, która dołączała się i prowadziła orszak weselny do domu.
     Gdy weselnicy przychodzili przed dom weselny, zastawali drzwi zamknięte i pierwszy drużba musiał okupić wejście, składając ofiarę dla służby, która dopiero na jego prośby drzwi otwierała. Wtedy wszyscy wchodzili do środka, spożywali posiłek i rozpoczynała się zabawa.
     Przyjęcie weselne było wystawne. Za punkt honoru uważano podanie ośmiu dań mięsnych. Sauter w swojej książce pisał: "Sam byłem w roku 1946 na weselu, na którym podano po rosole z drobiu z makaronem - rybę z wody, rybę pieczoną, potrawkę z drobiu, pieczeń cielęcą, pieczeń wieprzową, kurczaki pieczone i gęś pieczoną, do mięs naturalnie jarzyny, ryż, ziemniaki. Oprócz tego podawano różnego rodzaju kompoty, wino, wódkę i jakieś galaretki do wyboru i koloru. Ostatnich dwóch dań mięsnych nikt już nie mógł jeść, wniesiono je więc tylko ostentacyjnie i wyniesiono, bo wszyscy najedli się poprzednimi potrawami i nie spodziewali się takiego wspaniałego zakończenia".
     Pod koniec wieczerzy wigilijnej uczestnicy wstawali i śpiewali tradycyjną starą pieśń kościelną "Witaj, Janie z Bolesława". Na naszej stronie możemy usłyszeć ją w wykonaniu Gertrudy Stacheckiej i Pelagii Rychłej.




      Po tej pieśni kucharki obnosiły miednice z wodą i ręcznik na kiju, aby goście weselni mogli umyć ręce. Chodziło tu właściwie o stworzenie okazji do wrzucenia do wody w miednicy napiwku dla pracownic kuchni. Nikt rąk nie mył, a tylko maczał palce wrzucając monetę.
      Przed północą rozpoczynała się najważniejsza część obrzędu weselnego - oczepiny. Następowała przerwa w tańcu, młodych sadzało się na dwu obok stojących krzesłach i starsze kobiety zdejmowały pannie młodej wianek z welonem i trzymały go niczym baldachim - pod nim tańczyli młodzi weselnicy obtańcowując pannę młodą. Dziewczęta były przekonane, że która zatańczy pod welonem, wyjdzie w tym roku za mąż. 
     Śpiewając "Za stodołą biały kamień" starsze kobiety zakładały pannie młodej czepiec, a panu młodemu myckę.



      Po oczepinach następował wspólny taniec, pod koniec którego tworzyło się duże koło, do środka wchodzili państwo młodzi - występujący po raz pierwszy w charakterze gospodarzy domu. On obchodził wszystkich z kielichem i częstował wódką, ona obnosiła na poczęstunek kołacz weselny. Zabawa trwała do świtu, po czym wszyscy udawali się na spoczynek.
     Około południa często kapela z weselnikami budziła państwa młodych piosenką "na dzień dobry". Gdy wszyscy się zebrali, zabawa rozpoczynała się na nowo i trwała do późnego wieczora. I tak bywało przez parę dni.
     Dawniej za wódkę na wesele płacili także uczestnicy wesela. Jeśli wesele trwało dłużej, weselnicy składali się również na opłacenie kapeli.
     Tak było dawniej. A dzisiaj? Dawne tradycje nadal pozostają żywe. Nowe Kramsko znane jest z huczynych wesel i wspaniałych weselnych potraw, które przygotowują kramskie gospodynie.



Opracowano na podstawie książki Wiesława Sautera, "Z walk o polskość Babimojszczyzny", Poznań 1960 r.


 
  statystyka  

 

 

 

 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=